Opowiadania i komiksy

Wiktoriańska Anglia Część 7

Wiktoriańska Anglia Część 8

Za oknem szalała burza, jednak doktorowi to nie przeszkadzało. Zła, brzydka pogoda pomagała mu się skupić. Krople deszczu uderzały o parapet, tworząc cudowną i kojącą muzykę dla jego starych i zmęczonych uszu.

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, gdy ostry skalpel rozciął brzuch młodego chłopaka, ukazując jego organy. Oboje spojrzeli na jelito cienkie, wysuwające się powoli z wnętrza ciała.

— Oj, już, już… — Doktor zareagował na krzyki „pacjenta” opanowanym, spokojnym głosem. — Chcę tylko zobaczyć, co masz w środku… Pomyśl, że to w imię nauki! — Na twarzy Rocco pojawił się cyniczny uśmieszek. Mężczyzna pogwizdując wziął do ręki organ i zaczął go macać, przyglądając się mu dokładnie.

Niebo przeszyła błyskawica, której zawtórował potężny grzmot. Deszcz przybrał na sile, tworząc coraz większe kałuże. Ulice opustoszały w mgnieniu oka, przez co Acton Hills sprawiało wrażenie wymarłego. Doktor oderwał się od pracy i przymknął na chwilę oczy, aby wsłuchać się w cudowną melodią śpiewaną przez wyjący wiatr z akompaniującym mu deszczem. Kiedy inni drżeli na myśl o burzy, on ubóstwiał to zjawisko za jego siłę, nieprzewidywalność i klimat, dzięki któremu doskonale mu się pracowało.

— Pomocy! — wrzasnął przywiązany do stołu mężczyzna, szarpiąc się i próbując wyrwać z więzów. Z rozciętego brzucha tryskała krew, brudząca kafelki koloru morskiego. Chłopak szybko tracił siły i jego wrzaski powoli cichły.

Lekarz zmarszczył brwi, pomrukując złowrogo. „Czemu oni zawsze muszą się tak rzucać? — pomyślał, patrząc przez chwilę na zalane, śpiące miasto. — Czemu żaden z nich nie chce się poświęcić!?”

Doktor odsłonił swoje białe zęby, szczerząc się w dziwacznym i złowrogim grymasie. Światło lampy padało na jego twarz pod takim kątem, że wyglądał jak brzydka, zwariowana kukiełka. Jednak jego więźnia już to nie obchodziło — chłopak wykrwawił się na śmierć. Rocco zdawał się tego nie zauważać i kontynuował swoją pracę.

— Proszę jaki śliczny chłopczyk. Dawca organów, no, no… — pomrukiwał pod nosem, rozcinając mu klatką piersiową i podrzynając gardło. Starzec wyglądał jak małe dziecko, które nigdy się tak świetnie nie bawiło. Jego placem zabaw była prywatna sala tortur, a zabawkami skalpele, nożyki i ludzie. Za dnia dobry człowiek i wspaniały lekarz, nocą zaś okrutny psychopata. Mogłoby się wydawać, że cały czas rozmyśla o tym, kogo skrzywdzić i zabić, a prawda była zupełnie inna. Uwielbiał pracę lekarza, a pomaganie innym sprawiało mu radość i poprawiało nastrój, jednak wieczorne powietrze, gwiazdy rozświetlające czarne niebo i uliczne latarnie rozświetlające senne ulice budziły w nim dziką bestię złaknioną krwi.

Nagle, mężczyzna poczuł zimny powiew powietrza, który wywołał na jego plecach dreszcze. Rocco podniósł głowę znad rozciętej klatki piersiowej i odwrócił się. Przy zamkniętym oknie stał wysoki mężczyzna w ciemnooliwkowym płaszczu sięgającym niewiele ponad kostki, z niewiele ciemniejszym kapturem. Lekarz zamarł w bezruchu, z przerażeniem patrząc na intruza.

— Och, jak to się świetnie składa! — zaczął asasyn, robiąc krok do przodu — Widzę, że doktor jeszcze przyjmuje. Bardzo, ale to bardzo dobrze się składa. Jestem pewien, że znajdzie pan dla mnie czas, prawda? — zapytał, podnosząc lekko głowę i ujawniając ciemnozielone oczy o hipnotyzującej głębi.

Kolejny krok do przodu. „Zrób coś, Rocco, do kurwy nędzy! — krzyczał w jego głowie gorączkowy, ostry i nie znoszący sprzeciwu głos, który należał do tej części osobowości, odpowiadającej za przetrwanie.”

Coraz bliżej i bliżej. Zaraz rzuci się z ukrytym ostrzem i przebije serce albo szyję, doprowadzając do ogromnego rozlewu ciepłej krwi. Pogrąży cały pokój w czerwieni, przemaluje lekko zabrudzone kafelki i zniszczy wszystko dookoła.

„Nie. Nie pozwolę na to, żeby jakiś kretyn zniszczył to, na co tyle pracowałem!” — w lekarzu zaczął rosnąć gniew, który skutecznie tłamsił paraliżujący lęk. Dwa uczucia walczyły ze sobą i w ostateczności wybrał lęk. Rocco wrzasnął głośno, chociaż nie mógł usłyszeć swojego gardłowego krzyku przepełnionego paniką. Mężczyzna popchnął mały stoliczek z narzędziami w kierunku skrytobójcy, a następnie rzucił się do ucieczki przez ciemne korytarze swojego domu. Doktor wypadł jak szalony z pokoju, a następnie wbiegł na pogrążone w mroku schody; upadek był bolesny i po chwili Rocco utonął w przenikliwie zimnej ciemności.


Mężczyzna nie wiedział jak długo był nieprzytomny, ani gdzie się znajdował, jednak od razu zorientował się, że sytuacje przybrały niebezpieczny obrót. Otworzył powoli oczy, które próbowały dostrzec jakikolwiek znajomy kształt w mrokach pomieszczenia. Bezskutecznie. W pokoju unosił się inny zapach, panował inny klimat, a przez zasłonięte okna przebijało się światło księżyca, co nie zdarzało się w jego mieszkaniu.

— W końcu się zbudziłeś — odezwał się skrytobójca, którego głos dobiegał z rogu pomieszczenia.

— Czego ode mnie chcesz!? — powiedział Rocco dużo głośniej niż zamierzał.

— Spokojnie, przyjacielu, po co te krzyki? Po pierwsze, nikt cię tutaj nie usłyszy. Po drugie, podnoszenie głosu działa mi na nerwy, a uwierz, że denerwowanie mnie jest bardzo złym pomysłem.

— Czego ode mnie chcesz? — powtórzył szeptem lekarz, który po chwili zorientował się, że siedzi przywiązany do krzesła.

— Czego chcę? Och, to proste. Chcę porozmawiać. Podobno bardzo lubisz rozmawiać, Rocco. Och, wprost uwielbiasz to robić, bo gęba ci się nie zamyka. Gadasz i gadasz nawet jeśli masz mówić o pogodzie. Rocco, Rocco, Rocco… Wiem o tobie bardzo, bardzo dużo. Lepiej dla ciebie jeśli nie będziesz mnie okłamywać.

Skrytobójca zabrał broń i podszedł do okna, z którego miał wzgląd na południową część miasta. Już dawno przestało padać i chmury burzowe zdążyły odsłonić wielki, jasny księżyc.

— Słyszysz tę ciszę? — zagadnął asasyn, nie odrywając wzroku od bezludnej, spokojnej ulicy. — Przestało padać. Czuję w kościach, że do końca tygodnia będzie ładna pogoda. Pomyśl tylko: słoneczne, ciepłe dni pełne kwitnących kwiatów, zielonej trawy i świeżego, czystego powietrza… Chciałbyś pożyć jeszcze trochę, co?

Mężczyzna przełknął głośno ślinę, po czym szarpnął rękoma, próbując uciec.

— Nie jestem żadnym nowicjuszem, przyjacielu. Wiem jak skutecznie i mocno wiązać więzy. Bez mojej pomocy nie uwolnisz się, wiec nawet nie próbuj. Nie chcę, żebyś zasłabł. Nieprzytomny na nic mi się nie przydasz, a ja nie mam czasu czekać.

Doktor natychmiast przestał się szarpać i podniósł głowę, aby spojrzeć na zakapturzoną postać. Asasyn podszedł bliżej ofiary, a następnie przykucnął lekko. Spod ciemnego kaptura połyskiwały ciemnozielone oczy.

— A więc, Rocco, słyszałeś może o Borislavie?

Źrenice lekarza rozszerzyły się, a usta lekko rozchyliły w niemym zdziwieniu.

— Och, czyli słyszałeś. Hm, z resztą trudno, żebyś nie słyszał. Między wami informacje rozchodzą się niezwykle szybko, prawda? Oczywiście, że tak.

Mężczyzna odwrócił głowę, milcząc.

— Czym się zajmujesz, Rocco?

Lekarz nie odezwał się ani słowem.

— Kim jesteś, Rocco? Na pewno nie lekarzem. Widziałem przecież, co robisz i z pewnością to nie był twój pacjent.

W dalszym ciągu to samo, irytujące milczenie. Skrytobójca zacisnął pięści, pomrukując groźnie.

— Jakie jest twoje zadanie? Radzę ci powiedzieć. Nie będę powtarzać się dwa razy. Mów do cholery, jakie jest twoje zadanie!

Po policzkach starca zaczęły płynąć słone łzy. Płacz przesłuchiwanego tylko jeszcze bardziej podburzył asasyna.

— Nie chcesz mówić? Odebrało ci mowę!? Dobrze, więc. Nie chcesz mi nic powiedzieć, tak?

— Ale… Ale, ja nic nie wiem — błagalnym tonem odezwał się Rocco, pochlipując cicho.

— Nic nie wiesz!? To bardzo dobrze się składa! Nic nie wiesz, bo nikt ci o niczym nie mówi, a to dlatego, że nic dla nich nie znaczysz! Nie jesteś żadnym wartościowym członkiem zakonu, więc nikt po tobie nie będzie płakać, tak!? — Cichy i opanowany głos skrytobójcy, przerodził się w pełen gniewu krzyk.

— Proszę, nie rób mi krzywdy…

— Proszę, nie rób mi krzywdy — Zakapturzona postać przedrzeźniała doktora, ukazując swoje białe, lśniące zęby — Jesteś żałosny, brzydzę się ciebie. Może pozwolę ci żyć w tym swoim małym, brudnym mieszkanku, gdzie będziesz gnić do końca swojego cholernego, krótkiego i żałosnego życia. To będzie dużo lepsze od wbicia ci skalpel w oko lub poderżnięcia gardła.

Rocco zawył cicho, w dalszym ciągu płacząc. Asasyn uśmiechnął się usatysfakcjonowany.

— Więc jak będzie? — odezwał się cichym, spokojnym głosem, który lekko uspokoił więźnia.

— Calanthe i Florence mają zorganizować festyn w parku dla mieszkańców — odezwał się po chwili zapłakany starzec. — Florence wyjechał do nadmorskiej miejscowości. Chyba do St. Richmond… Calanthe natomiast została w mieście i ukrywa się, ale nie wiem gdzie. Proszę, nie rób mi krzywdy.

— To wszystko, co wiesz?

— Tak, to wszystko. Nie wiem czemu, ale nie chcieli mi za bardzo o wszystkim mówić.

— Pewnie dlatego, że jesteś najsłabszy z nich wszystkich i że wszystko wygadasz. No cóż, dziękuję za informacje.

Z rękawa asasyna wysunęło się ostrze, które z impetem wbił w szyję mężczyzny. Na podłogę wytrysnął strumień ciepłej krwi, który o mały włos nie ubrudził butów zabójcy.

— Rest in peace — wyszeptał skrytobójca, chowając ostrze i wychodząc z ciemnego pomieszczenia.



Autor: mateusz812
Data dodania: 24.09.2011

Komentarze

1. Crash72 - 11.10.2011, 16:40
Świetne opowiadania. Dobrze się je czyta i są ciekawe. A co myślisz o moim nowym opowiadaniu Kroniki Nowego Jorku?

2. Crash72 - 13.10.2011, 15:18
Dzięki mateusz812, za wskazówki i przeczytanie mojego opowiadania. A tycząc się niektórych błędów, to: Myśli bohaterów pisałem kursywą ale jak pojawiło się to na zakonie ac to było normalną czcionką (nie wiem dlaczego tak zrobili). Jack używa mieczy ponieważ to ma związek z wydarzeniami z pod Clarkson oraz z jego przodkiem Aquilą. A tycząc się Roosevelta, wydarzenia z pod Clarkson rozbiły szyki i Templariuszy i Assassinłów (o czym wspominam w cz.3, którą mam nadzieję wstawią na stronę)

3. Crash72 - 13.10.2011, 20:59
Dzięki za dobre intencje. Zrobiłem ostateczne poprawki cz.3 i cz.4 i już wysłałem. Mam nadzieje że przypadnie ci do gustu. :D

Pokaż wszystkie komentarze (3)

Nick*: E-mail: Treść*: Czy jesteś botem? (Proszę zaznaczyć "Nie")
TakNie