Opowiadania i komiksy

Pył, stragany i śmierć

Kiedy wyłonił się zza linii drzew, ujrzał skąpane w porannych promieniach słońca mury Damaszku. Mimo wczesnej pory, droga prowadząca do wschodniej bramy miasta pełna już była wędrownych handlarzy, żołnierzy i zwykłych prostych ludzi, zmierzających każdy w swoją stronę. Nikt z nich nie wiedział, co miało się dziś wydarzyć. Wszyscy, oprócz jednego.

Talir był Asasynem – członkiem Zakonu. Zakonu, który budzi strach, Zakonu, który wymierza sprawiedliwość, Zakonu, który niesie śmierć. Talir spokojnym krokiem minął wartowników i znalazł się w mieście. Ruch był nieco mniejszy, a gwar cichszy, jednak dało się już słyszeć pierwszych sprzedawców zachwalających swój towar oraz żebraków rozpaczliwie błagających o pieniądze i coś do jedzenia. Talir minął ich i ruszył w kierunku dzielnicy bogaczy. To tam znajdował się jego cel – Taral-din. Był to jeden z najważniejszych ludzi w Damaszku. Miał wielu wysoko postawionych przyjaciół i ogromny autorytet, który wykorzystywał do skazywania niewygodnych mu osób na natychmiastową śmierć. Codziennie rano urządzał sobie krótki spacer ulicami miasta.

Talir wiedział, że będzie miał tylko jedną szansę. Taral-din był zawsze otoczony wynajętymi przez niego najemnikami, dbającymi o jego bezpieczeństwo. Tak było i tym razem.

Kiedy tylko Taral-din i jego eskorta znaleźli się w dzielnicy straganiarzy, Talir sięgnął prawą ręką do lewego rękawa jego długiej, białej szaty i chwycił znajdujący się w niej nóż. Zaczekał na odpowiedni moment, po czym niezwykle szybkim, niezauważalnym ruchem rzucił nim w kierunku jednego ze straganów. Ostrze bez problemów przecięło drewniany palik, na którym opierał się jego dach. Po chwili rozległ się huk rozpadającego się sklepiku i towarzyszący mu wrzask handlarza. Chmura pyłu wzniosła się w powietrze. Najemnicy Taral-dina ruszyli na pomoc przygniecionemu straganiarzowi. Sam Taral-din przyglądał się całemu zajściu z daleka. Nie zdawał sobie sprawy, że tuż za nim czai się sama śmierć, która przybrała postać człowieka w białych szatach. Wykorzystując zamieszanie, Asasyn oplótł ręce wokół szyi Taral-dina. Wystarczył jeden ruch. Rozległ się okropny trzask skręcanego karku. Taral-din powoli osunął się na ziemię. Talir natomiast był już daleko. Niektórym z przechadzających się ulicami ludzi wydawało się jedynie, że widzą przemykający dachami cień. Przecierali oczy ze zdumienia, jednak nie zauważali już nic więcej.


Autor: Peseik

Data dodania: 19.02.2010

Komentarze

1. gnidka (yoruichi10@o2.pl) - 28.08.2010, 21:13
Ciekawe określenie. Śmierć w białych szatach. Dobre.

2. Heon (david81@vp.pl) - 09.04.2011, 12:12
fajne tylko trochę krótkie

3. mihaello - 28.06.2011, 14:50
niezłe

Pokaż wszystkie komentarze (3)

Nick*: E-mail: Treść*: Czy jesteś botem? (Proszę zaznaczyć "Nie")
TakNie