Gotowy do pracy ?”- Te słowa wypowiedziane przez doktora Warrena Vidica prześladowały mnie od kilku dni. Każdy następny dzień wyglądał tak samo. Wstaję wczesnym rankiem, witam się z doktorem i jego asystentką Lucy Stillman, wchodzę do Animusa gdzie staję się w ogóle innym człowiekiem… asasynem .
Wstajemy, panie Desmond. Dziś czeka nas pracowity dzień.-Te słowa wypowiedziane przez doktora Warrena brzmiały jakoś dziwnie wesoło. Wyglądało na to, że każdy mój zły dzień jest dla niego motywacją do dalszej pracy . Wstałem z łóżka, poszedłem do łazienki się odświeżyć po czym przywitałem się z Lucy i wszedłem do animusa . Poczułem to samo dziwne uczucie, jakbym biegł z ogromną prędkością i nagle ujrzałem przepiękną Jerozolimę. Wstąpiło też we mnie niezwykłe uczucie swobody ruchu. Już nie byłem słabym z brakiem umiejętności władania mieczem barmanem. Byłem potężnym, nie do pokonania asasynem,który nie zna czegoś takiego jak strach przed śmiercią. Byłem wolny. To było jedyne uczucie, które polubiłem w byciu Altairem, bo tak bowiem nazywał się mój przodek z przed 1000 lat. Gdy staję się asa synem, wraca nie tylko siła, ale wracają też wspomnienia. Widzę ludzi, których zabiłem i czuję gryzące mnie wyrzuty sumienia. Tak często wtedy się zastanawiam dlaczego mój przodek to robił, w imię czego?!W imię głupiego kodeksu asasynów,który składał się z wielu zasad, ale tak naprawdę wszystkie sprowadzały się do jednej dominującej nad wszystkimi zasady.”Rób to co ci każą albo jesteś zdrajcą i co za tym idzie stracisz życie”.
Musiałem robić to, co mój przodek wiele lat temu, ponieważ dla doktora Warrena jestem tylko chodzącą książką do historii, z której trzeba wyczytać jak najwięcej faktów. Nagle przypomniałem sobie zlecenie które dał mi Al-Mualim. Muszę zabić jednego z bardzo wpływowych handlarzy narkotykami - Abdula Halima .Postanowiłem wziąć się do pracy. Najpierw muszę przeprowadzić śledztwo. Z tego co pamiętam pewien żebrak za 10 marek podał mi informację dotyczące kilku jego wspólników. Pierwszy z nich to Hamid, mogę go znaleźć w północnej części miasta. Ma tam podobno swój stragan ze swymi towarami. Szybko wspiąłem się po najbliższym budynku i skacząc po dachach dotarłem do miejsca gdzie miałem się spodziewać Hamida. Tak jak przypuszczałem, handlarz udawał, że sprzedaje mięso. Na jego straganie było widać wyłącznie ususzone kawałki mięsa i wędliny. Jednak gdy przychodzili niektórzy klienci, wyjmował coś z głęboko schowanych koszyków. Gdy to zobaczyłem, miałem już pewność, że to on. Podchodząc do niego zacząłem rozmowę:
-Gdzie mogę znaleźć Abdula Halima?
-Kim jesteś?
-Nie twój interes.
Po tych słowach wyjąłem swe ukryte ostrze i szybko dotknąłem nim jego gardła po czym rzekłem:
-Pytam się ostatni raz i nie radzę kłamać. Gdzie jest Abdul Halim?
-Ja naprawdę nie wiem!
-Łgarz!!! Odpowiadaj albo pożegnasz się z życiem!!!
-Błagam , nie!!!Powiem ci tylko obiecaj, że dasz mi spokój! Ukrywa się w jednym z hal targowych w południowej części miasta.
Po tych słowach odszedłem zostawiając go przy jego straganie. Poszedłem do wskazanego mi przez Hamida miejsca gdzie zobaczyłem ogromny budynek strzeżony przez świetnie wyszkolonych wojowników. Byli to najemnicy – ludzie, którzy dla pieniędzy zabiliby własną matkę. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale nie myślałem, że aż tak. Nie ma sensu w zabijaniu ich wszystkich. Ominę ich, wbiegając na budynek, który stał bardzo blisko hali targowej.Potem pójdzie już łatwo, ponieważ hala nie miała dachu.Przypominała bardziej dziwną warownię z niskimi murami. Przeskakując z budynku na który wcześniej się dostanę wejdę na mury, gdzie będę musiał zabić jednego łucznika, co nie powinno być dla mnie trudne, a potem zobaczę co dalej.
Tak jak zaplanowałem,tak zrobiłem. Udało mi sięwprowadzić mój plan w życie. Znajdując się już na murach zobaczyłem w środku hali Abdula Halima i strzegących go 3 strażników. Wtedy przypomniałem sobie słowa Al-Mualima. „Cień to twój jedyny przyjaciel ,któremu możesz zaufać”. Kierując się tymi słowami zszedłem po cichu do środka hali i zaszedłem swój cel od tyłu.Podszedłem trochę po czym rzuciłem nożem w jednego ze strażników. Ciało najemnika padło na ziemię w kałuży krwi. Zanim drugi zdążył wyciągnąć broń poderżnąłem mu gardło trzeciego pokonałem w łatwym pojedynku na miecze. W hali zostałem tylko ja i Abdul Halim. Rzuciłem się na niego z mym ukrytym ostrzem. On uniknął ciosu i zamiast walczyć zaczął uciekać krzycząc „straże !!!”Wtedy nie wiadomo skąd wyrosło przede mną trzech wysokich i silnych najemników. Zaczęła się walka na śmierć i życie. Albo ja zabiję ich albo oni mnie. Niczym gladiatorzy stoczyliśmy walkę i niczym potężny Maximus wyszedłem z niej cało. Po walce pobiegłem za Abdulem Halimem, by zakończyć me zadanie. Po 6 minutach pościgu zorientowałem się że nie tylko ja kogoś ścigam, również mnie zaczęła ścigać straż miejska z krzykiem „To asasyn!Łapać go!” Aby zgubić pościg, szybko wspiąłem się po najbliższym budynku i zacząłem biec po dachach. Straży oczywiście trochę zajęło wejście na dach a więc zaoszczędziłem trochę czasu. Biegłem z taką prędkością że w kilka sekund dobiegłem do Abdula Halima i skacząc z dachu wysunąłem swe ukryte ostrze i wbiłem je w kark mej ofierze zarówno jak i celowi mej misji. Kradnąc konia wyjechałem szybko z miasta i pojechałem do mego zakonu. Tam zameldowałem Al-Mualimowi o wykonanym zadaniu .Ten oczywiście mnie pochwalił mówiąc :” To zaszczyt mieć takiego asasyna u swego boku”. Po tych wydarzeniach wróciłem do normalnego świata. Wyszedłem z animusa i nic nie mówiąc poszedłem spać. Był to jeden z najbardziej męczących dni w moim życiu.














