Baza danych Animusa 2.0

Ludzie Miejsca Dokumenty

Społeczność

Kontakty

Cele

Wenecja
Florencja
Toskania
Romania
Rzym

Strony kodeksu

Listy


Listy

Giovanni Auditore 1

Al Magnifico Lorenzo de' Medici mio protettore e amico:

Wykonałem co mi rozkazano i przeprowadziłem dochodzenie w sprawie mediolańskiego incydentu. Mogę potwierdzić, że chodzi o coś więcej niż tylko niezadowolenie z rządów Galeazzo Sforzy. Wierzę, że osoby trzecie, licząc na niebagatelne korzyści, pokierowały wydarzeniami tak, by zrealizować swe zamierzenia i jednocześnie ukryć swą tożsamość.

Lampugnani, Olgiati i Visconti są winni zbrodni, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. I za tę zdradę spotkał ich smutny koniec. Ale w sprawę zamieszani są też przedstawiciele innych szlachetnych rodów, a wśród nich jest także nasz drogi Francesco de' Pazzi.

Ich motywy nie są mi jeszcze dokładnie znane, ale dotychczasowe odkrycia układają się w plan - którego zarys z pewnością cię zainteresuje. Lepiej będzie, jeśli podejmiemy tę kwestię w bezpośredniej rozmowie, lękam się bowiem przelewać swe wnioski na papier. Podaj mi czas i miejsce, w którym mam się z tobą spotkać. Rozkazałem także, by Francesco pozostał pod strażą Gonfaloniere, póki nie wyjaśnimy całej tej sprawy.

Twój wierny sługa,

Giovanni


Giovanni Auditore 2

Giovanni zapieczętował ten list. Nie powinienem go otwierać.


Giovanni Auditore 3

Giovanni zapieczętował ten list. Nie powinienem go otwierać.


Giovanni Auditore 4

Ten dokument ma być dowodem na to, co udało mi się odkryć w ciągu minionych kilku tygodni, na wypadek, gdybym został uciszony i nie miał możliwości osobistego podzielenia się z tobą tą wiedzą. Zacznijmy od tego, że zabójstwo Księcia Mediolanu nie miało podtekstu politycznego. Jest to raczej element szerszego spisku, które sięga daleko poza Florencję, znajdując swych członków w Rzymie, Wenecji czy Forli - wymieniając tylko ważniejsze miasta.

Do niniejszej notatki załączam list - czy też raczej jego początek - napisany przez tych, których uważam za winowajców. Jego treść z nieznanych mi powodów jest nieukończona, ale zamierzam szybko to naprawić. Póki co, mogę stwierdzić z całą pewnością, że w sprawę zamieszana jest rodzina Pazzi.

Musimy szybko przesłuchać Francesco, nim wykupi się z więzienia. Uczyniwszy to, z pewnością dopiszemy do listy kilka nazwisk. Mam już pewne podejrzenia, kim mogą być ci ludzie, bo ich uczynki jako żywo przypominają mi działania pewnego dawnego wroga. Lękam się, że to oni...

(Tu tekst gwałtownie się urywa. Giovanni musiał przerwać pisanie i ukryć notatkę, gdy pojawiła się straż z rozkazem aresztowania)


Rafael 1

Moja Najdroższa,

Nijak mi żyć bez ciebie! Nie mogę jąć się żadnego zajęcia, tkwię tylko w jakiejś pustce, mając przed oczami twe słodkie liczko. Okrucieństwo twego pana ojca, który uwięził cię w tych chłodnych murach, przyprawia mnie o mdłości! Jesteś piękną, młodą kobietą. Należą ci się me tkliwe pocałunki, które niczym delikatny powiew wiatru pieścić będą twe zmysłowe ciało.

Wreszcie, w końcu, oto piątek, gdy ojciec twój wyrusza na jarmark. Och, dniu radosny i jeszcze radośniejsza nocy! Pójdź, gdy gwiazdy rozbłysną na nieboskłonie, pójdź w me objęcia. O zmierzchu będę cię czekał w naszym umówionym miejscu.

Twój na zawsze,

Rafael


Rafael 2

Moja Ukochana,

Nijak mi żyć bez ciebie! Nie mogę jąć się żadnego zajęcia, tkwię tylko w jakiejś pustce, mając przed oczami twe słodkie liczko. Okrucieństwo twego pana męża, który uwięził cię w tych chłodnych murach, przyprawia mnie o mdłości! Jesteś piękną, dojrzałą kobietą. Należą ci się me tkliwe pocałunki, które niczym delikatny powiew wiatru pieścić będą twe zmysłowe ciało.

Wreszcie, w końcu, oto piątek, gdy mąż twój wyrusza na morze. Och, dniu radosny i jeszcze radośniejsza nocy! Pójdź, gdy gwiazdy rozbłysną na nieboskłonie, pójdź w me objęcia. O północy będę cię czekał w naszym umówionym miejscu.

Twój na zawsze,

Rafael


Michelangelo

Drogi Ojcze,

Minął już prawie tydzień, odkąd porzuciłem szkoły. Nie spodziewam się, że pochwalisz tę decyzję, ja sam nie w pełni potrafię ją uzasadnić, ale widzę otaczający mnie świat i wiem, że muszę go uchywcić i dać się ponieść jego prądom. Nie jestem zdolnym mówcą ni rachmistrzem, ale swoimi rękoma potrafię urzeźbić każdy kształt, uchwycić każdy moment, każdą emocję.

Wiem, że chciałeś, bym był kimś więcej niż tylko artystą, ale zaklinam cię w imię mej przyszłości - ustąp. Jak doskonale wiesz, bardziej zajmuje mnie rzeźba i malarstwo niż przedmiot moich studiów, a teraz jeszcze mistrz Domenico Ghirlandaio zaproponował, bym został jego uczniem. Dopiero co powrócił z Rzymu, gdzie tworzył przepiękne malowidło w Kaplicy Sykstyńskiej. Jeśli będę ciężko pracował, być może też kiedyś zostanę zaproszony do Watykanu i zobaczę to arcydzieło.

Proszę, ojcze, pobłogosław mi na tej nowej drodze. Przyrzekam żyć w zgodzie z twoimi światłymi wskazaniami i mam nadzieję, że pewnego dnia będziesz ze mnie dumny.

Twój syn,

Michelangelo


Diana

Poprawność polityczna, wszeobecna poprawność polityczna. Zaklinałeś się, że jesteś zbyt zajęty w sądzie, by spotkać się ze swym synem, ale to łgarstwo. Dobrze wiem, że po prostu nie chcesz, by cię z nim widziano. A ilu synów powiła ta twoja tak zwana małżonka, Bella? Żadnego, o ile mnie pamięć nie myli, a dobrze pilnuję rachunku. Uważasz, że jestem podlejszej od ciebie kondycji i pewnie masz rację, ale ja przynajmniej miałam dość hartu ducha, by wychować twojego syna, miast wyrzucić go na ulicę, na której sama spędziłam tyle nocy. Wychowałam go na przykładnego młodzieńća. Troszczy się o dom, gdy ja pracuję w sklepie.

Teraz jest już prawie dorosły i wypada mu stać się dziedzicem swego ojca. A czegoś ty się dochował? Żony z wyższych sfer, która trwoni twój majątek, paraduje w peruce, a nosi się jak paw, choć jest jałowa niczym muł. Mogę zazdrościć ci majątku i siły, Vincente, ale tej ropuchy akurat szczerze ci współczuję.

Czy spotkasz się ze swoim synem czy nie, to on i tak wkrótce przejmie twój majątek. Niech Bóg ci osładza niekończącą się orkę na tym twoim ugorze.

Ciao,

Diana


Rigarda

Drogi Luca,

Dokładam wszelkich starań, by znaleźć dobrą partię dla twej córki, ale okazuje się, że większość mężczyzn w San Gimingnano to niemoty lub głupcy. Tych kilku zaś, którzy by się mimo wszystko nadawali, odstrasza jawna krnąbrność twej córki. Jeden z potencjalnych kandydatów był zszokowany tym, że ośmiela się ona wychodzić z domu bez nakrycia głowy; inny bardzo się zdumiał, słysząc, że sama decyduje, co będzie robiła w ciągu dnia. Nie może tak dalej być, jeśli mam znaleźć dla niej męża.

Weź kij i wygarbuj jej skórę, jeśli trzeba, ale upewnij się, że będzie potulna, gdy przywiodę kolejnego kandydata. Jeśli sam nie dajesz rady jej wychować, to zawsze możemy prosić o pomoc zakonnice.

Z ukłonami,

Rigarda


Andrea Allegro

Messer,

Oto zawiadamia się ciebie, że w przeciągu najbliższego miesiąca masz stanąć własną osobą w Palazzo Comunale. Sąsiedzi twoi przedłożyli mi oskarżenia, jakobyś atakował ich z mieczem w dłoni, a nawet posunął się do okaleczenia młodej niewiasty, która przechodziła przez twoje latyfundium.

Choć byłeś praw, jako że twoja to ziemia, to oskarża się ciebie także o poważne występki przeciwko Bogu i przyrodzonej naturze. Takie zachowania są w Forli surowo zakazane. Jeśli nie wiesz, czego dotyczą zarzuty, przeczytaj Księgę Kapłańską, rozdział 18:23.

Zgłoś się do nas dobrowolnie, albo wysłany zostanie oddział straży, który nałoży na cię areszt.

Pozostając z szacunkiem,

Andrea Allegro


Lucia

Gorgio,

Wszystko idzie zgodnie z naszymi planami. Mąż mój niczego nie podejrzewa. Trzymał mnie pod kluczem, ale to przetrwałam. I udało mi się odszukać ciebie, mój obrońco! Jeśli prawdziwie wierzysz w te namiętne słowa, które szeptałeś mi onegdaj do ucha, dotrzymasz przyrzeczenia i uwolnisz mnie od mego małżonka.

Wiesz, co musisz uczynić, utwardź swoje serce i niech ci ręka nie zadrży. Mój mąż będzie dziś wieczorem w domu. Udaje się zawsze na spoczynek, gdy zegar na wieży wybija północ. Postaraj się wejść przez okno i nie zapomnij zabrać z koszar sztyletu. Musimy to zrobić bez hałasu.

Poprosiłam męża, by osobiście dostarczył ci ten list. Jesteś dla niego tylko jakimś obcym gwardzistą, głupiec nigdy nie będzie wiedział, że pomógł nam zrealizować nasz plan. Jacyż będziemy szczęśliwi, gdy ten zramolały dziad zostanie raz na zawsze usunięty z naszego życia.

Z wyrazami wielkiej miłości,

Lucia


Ramondo

Drogi Vincente,

Mam w ręku dowód potwierdzający nasze najgorsze przypuszczenia: twa córka wychodzi za mąż za oszusta. Choć Leone mieni się być Welfem, to w rzeczywistości jest Florentczykiem. To tylko kolejny dowód, że ci łgarze i oszuści usiłują przeniknąć do naszych sfer rządzących i zagarnąć tę namiastkę niezależności, jaką się cieszymy. Jeśli wieść ta wzburzyła twą krew, tak jak stało się z moją, tedy powiadam ci, zrzućmy go z Torre Grossa i niech wieść o tym dotrze do Florencji.

Twój wierny przyjaciel,

Ramondo

P.S. Skoro już przejrzałeś tę bezczelność, pamiętaj, że syn mój doszedł do lat sprawnych. Może uznasz go za lepszego kandydata do ręki twej córki.


Uberto Alberti

Ukochana,

Przelewam te myśli na papier w nadzei, że kiedyś znajdę dość odwagi, by się nimi z tobą podzielić. W swoim czasie bez wątpienia dojdzie cię wieść, że wydałem Giovanniego, ogłaszając go zdrajcą i skazując na śmierć.

Historia zapewne osądzi ten czyn jako powodowany względami politycznymi i chciwością. Wiedz jednak, że to nie nienawiść kierowała moją ręką, lecz strach. Gdy Medyceusze odebrali nam cały majątek, zacząłem się bać. O ciebie. O naszego syna. O przyszłość. Jakąż nadzieję w tym świecie może mieć człowiek pozbawiony podstawowych środków do życia?

Zaoferowano mi pieniądze, ziemię i tytuł w zamian za współpracę. I w taki oto sposób zdradziłem najbliższego przyjaciela. I choć okropny to czyn, nie można go było uniknąć. Nawet teraz, patrząc z perspektywy czasu, nie widzę innego wyjścia...


Fra Giocondo

Messer Francesco,

Zrobiłem o co mnie proszono i pomówiłem z pańskim synem. Zgadzam się z pańską oceną, ale tylko połowicznie. Tak, Vieri jest zuchwały i chętnie podejmuje decyzje bez głębszgo zastanowienia. Ma też zwyczaj traktować najemników jak swoje zabawki. W efekcie tego doniesiono mi już o przynajmniej trzech oszpeconych osobach. Ale nie uważam, wbrew pańskiemu zdaniu, że sprawa jest beznadziejna. Wierzę wręcz, że zmiana tego stanu rzeczy może być niezwykle łatwa.

On pożąda pańskiego uznania. Pańskiej uwagi. Jego wybryki są raczej skutkiem lęku i braku odpowiedzialności. On sam wypowiada się o panu często i z uznaniem, widać też, że pragnie być bliżej pana. W moim odczuciu jego zuchwałość, bezmyślność i gniew wynikają głównie z tego, że chce zostać dostrzeżony. Chce być kochany.

Proszę uczynić z tymi informacjami, co pan uzna za stosowne. Chciałbym jednak prosić, byśmy zaprzestali tej korespondencji. Gdyby odkrył istotę naszych rozważań, mogłoby mi się przytrafić coś nieprzyjemnego.

Pański oddany sługa,

Fra Giocondo.


Antonio Maffei

Maestro,

Lęk ściskający me serce nakazał mi napisać niniejszy list. Przybył prorok, czuję to. Ptaki zaczęły zachowywać się nienaturalnie... Krążą wokół tego miejsca, widzę je z mej wieży. Nie przybędę na nasze umówione spotkanie. Nie mogę się tak pokazać, bo demon mnie odnajdzie. Przebacz mi, ale w takich sytuacjach kieruję się tylko własną intuicją.

Niech Ojciec Zrozumienia oświetlą twą drogę... niech oświetla naszą.

Brat A.


Jacopo de' Pazzi

Bracie,

Jak już zapewne zdążyłeś się zorientować, on na nas poluje - chce wymierzyć nam karę. Nie trzeba nam było spiskować. Ale co się stało, to się nie odstanie. Dlatego też za trzy dni umówiłem nas na spotkanie z Maestro, by prosić o schronienie - w Wenecji lub u jego boku w Rzymie.

Zbierzemy się w kościele San Gimignano i o umówionej godiznie wyruszymy stamtąd na spotkanie. Nalegam na twoją obecność. Pozostanie tutaj to zwykłe samobójstwo. Asasyn nie spocznie, a sami nie mamy żadnych szans, by go powstrzymać. Ale może z pomocą Maestro zdołamy zyskać dość czasu, by zgotować mu odpowiednie przyjęcie.

Strzeż się, bracie. Florencja być może jest już dla nas stracona, ale to jeszcze nie koniec świata.

Niech Ojciec Zrozumienia oświetla twą drogę.

Twój brat, Jacopo.


Carlotta Moro

Mój ukochany,

Zastanawiam się, czy nadejdzie kiedyś dzień, w którym te słowa znów zaczną mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie. Żałuję tego, co zrobiłam - i skutków, jakie sprowadziło to na nas oboje. Tego, że nie mogliśmy być razem, choć miałam cię na wyciągnięcie ręki. Ale teraz, po śmierci Marco, może zdołam znaleźć jakiś sposób, dzięki któremu znów będziemy mogli być razem.

Zastanawiam się jednak, czy jeszcze mnie pamiętasz? Czy może rany okazały się zbyt głębokie? I czy moje słowa są jeszczed zdolne poruszyć - jeśli nie twą pamięć, to może twoje serce? Nieważne, co mówią inni - ja wiem, że wciąż gdzieś tam jesteś.

I znajdę sposób, mój ukochany. By zbudzić twe wspomnienia. By cię odzyskać...

Twoja na zawsze,

Carlotta.



Teksty zostały przepisane przez Lamb3rta z bazy danych dostępnej w Assassin's Creed II.

Data dodania: 08.05.2010

Komentarze

Pokaż wszystkie komentarze (0)

Nick*: E-mail: Treść*: Czy jesteś botem? (Proszę zaznaczyć "Nie")
TakNie